Pobyt w szpitalu przyszłości. Tajlandia.

WP_20171126_15_06_26_Rich

Kiedy przed wyjazdem szukałam informacji o czyhających na nas w Azji zagrożeniach, wielokrotnie trafiłam na hasło, że największym z nich jest … klimatyzacja!
Potwierdzam. Jest to wróg ataktujący częściej niż komary. Zamiast delikatnie chłodzić – zamienia człowieka w mrożonkę!

Do sedna.
Jesteśmy na wolontariacie, Świat hasa zadowolony, jak to on, tyle że od rana towarzyszy mu katar. Po południu zaczyna marudzić i kaszleć a wieczorem walczymy już z gorączką. Wszystko dzieje się bez zapowiedzi i błyskawicznie. Kolejnego dnia rano temperatura jest w granicach 40 stopni i pod wpływek leków spada do 38, po czym szybko wraca do stanu poprzedniego. Waham się pomiędzy próbą samodzielnej walki z chorobą a konsultacją z lekarzem, bo obawiam się tutejszej służby zdrowia, ale dociera do mnie, że nie mam wyboru – nie jesteśmy w Europie, nie mam pewności, że nie jest to żadna z tropikalnych, superniebezpiecznych chorób – zabieram Małego do szpitala.

Przekraczamy wejście do Chiang Mai Ram Hospital a ja czuję się, jakbym wylądowała w kosmosie. Otacza mnie super-hiper-nowoczesność.

Opiekun, który został mi przydzielony, mimo protestów, pakuje mnie wraz ze Światem na wózek inwalidzki i ruszamy w podróż przez rejestrację, kontrole, lekarzy. Później zorientuję się, że to normalna procedura – każdy z dzieckiem na ręku, jest po szpitalu wożony. Wynika to z troski o małego pacjenta 🙂

Rejestracja przebiega szybko i sprawnie,  a my zostajemy zaprowadzeni do poczekalni. Nie wierzę w to co widzę. Na rodziców czekają superwygodne kanapy, na których niektórzy leżą, inni siedzą po turecku, bawią się z dziećmi.

Dzieci? Te bawią się w „statku kosmicznym” który jest placem zabaw, ze zjeżdżalnią i telewizorem z bajkami. Można też wyjść na zewnątrz pobawić się na kolorowych, plastikowych psach.

WP_20171126_15_12_05_Rich

WP_20171126_15_13_47_Rich
Na wszystkich czeka darmowa kawa, woda, gorące kakao.
Atmosfera, mimo, że nikt tu nie siedzi dla przyjemności jest bardzo pozytywna i spokojna. Pielęgniarki, chętnie udzielają odpowiedzi na pytania, są miłe i uśmiechnięte, pacjenci zajęci zabawą na tyle, że zapominają dlaczego się tu znaleźli, a  i rodzicom łatwiej o cierpliwość gdy nie czekają z płaczącymi, wyrywającymi się dziećmi.

Czekanie nie trwa długo – jesteśmy wezwani na konrolę do lekarza. Gabinet wypełniony jest zabawkami, pracownicy oddziału ubrani są w kolorowe stroje z postaciami z bajek, a w kieszeniach mają zapas naklejek dla dzielnych pacjentów.  Świat jest tak zachwycony, że nawet nie zauważa kiedy zostaje zmierzony, zważony i zbadany. Na podstawie pobranego z nosa, patyczkiem, wymazu, po kilkunastu minutach mamy diagnozę – wirus RSV, któy wywołał zapalenie ucha i oskrzeli.
Diagnoza konkretna, potwierdzona badaniami – bez czekania, kłucia, pobierania krwi i… ani jednej łzy.

Lekarz mówi, że musimy zostać w szpitalu.

Ponownie podjeżdża po nas wózek i krętymi korytarzami, jesteśmy przewiezeni do naszej sali.
Tu po raz kolejny doznaję szoku. „Sala” to takie dobrze urządzone mini mieszkanie. Łóżko, kanapa, stół, tv, balkon, aneks kuchenny i łazienka. Wszystko nowoczesne, ładne. Nawet zapach nie przypomina o tym, gdzie jesteśmy.

Świat od razu zapada w sen a ja szczypię się raz za razem w rękę, nie dowierzając – zupełnie inne miałam wyobrażenie na temat hasła   „szpital w azji”.
Zaczyna się leczenie… co kilka godzin inhalacje, dwa razy dziennie fizjoterapeuta, który przychodzi oklepywać Świata, leki – podawane w różnych, owocowych smakach, tak by dziecko chętnie je przyjmowało, konrole lekarza 2 razy na dobę, kontrole saturacji krwi, ciśnienia, temperatury – co dwie godziny. Jako, że ze zbiciem temperatury wciąż są problemy pielęgniarki, oprócz podawania leków robią Małemu kąpiele, chłodne okłady.
Każdy, kto przychodzi zbadać Świata ściaga buty i przysiada na naszym materacu lub wprost na niego wskakuje. Nie ma dystansu lekarz – pacjent, po to by dziecko nie stresowało się badaniami i czuło jak najbardziej swobodnie. Kiedy Świat ma ochotę tulić się do mnie, albo leżeć – jest badany w takiej pozycji. Kiedy śpi – badanie przeprowadzane jest później. Każdy tu wie jak ważny jest sen w walce z chorobą i szanuje małego pacjenta.

WP_20171121_17_25_24_Rich
Wszyscy są do Światka przemili, próbują go rozbawiać, rozśmieszać.
Przed każdym badaniem i podaniem dziecku leku, lekarz konsultuje się ze mną. Opowiada szczegółowo o działaniach leków czy formie badań jakie mają być przeprowadzone. Początkowo nie zgadzam się np na odsysanie wydzieliny z dróg oddechowych, ponieważ wiem, że jest to bolesne, a dla Świata będzie stresujące. Proszę byśmy przez dwa dni pozwolili organizmowi samemu powalczyć – lekarz się zgadza. Niestety, kaszel nie ustępuje, oskrzela się nie oczyszają – wtedy wyrażam zgodę na przeprowadzenie zaleconej terapii.
Stresuje mnie bladość Światka – proszę o dodatkowe badania krwi, które zostają wykonane natychmiast, bez słowa sprzeciwu. Podobnie z probiotykiem – od pierwszego dnia dopytywałam czy jest podawany wraz z lekami – nie był, bo uważano, że nie ma takiej potrzeby. Jako, że jest to coś, co podczas pobytu w Tajlandii podaję Światowi codziennie, bez względu na okoliczności, poprosiłąm by dołączono probiotyk do podawanych leków i tak się stało.

Księciunio z dnia na dzień miał się lepiej, oskrzela się oczyszczały, kaszel zanikał. Kiedy po tygodniu powrócił również apetyt i energia – mogliśmy wyjść „do domu” 😉

Przy wypisie dostaliśmy plastikową apteczkę zaopatrzoną w zapas leków „w razie czego” z rozpiską co, jak i kiedy stosować.

WP_20171127_14_51_25_Rich[1]

Szpitalne jedzenie?
Co rano przychodziła Pani z obszernym menu i prosiła o wybranie śniadania, lunchu i obiadu. Każdy posiłek był wyśmienity, porcje olbrzymie, a do dań głównych podawane były owoce, soki, kawa.
Co rano również uzupełniano w pokoju zapasy wody.

WP_20171126_11_55_44_Rich
Czystość? Sala sprzątana dwa razy dziennie. Pościel, ręczniki i piżama Świata wymieniane codziennie. Dodatkowe zestawy pościeli i ubranek przygotowane  w szafie, w razie gdyby zaszła potrzeba by zmienić coś częściej.

Podsumowując – można? Można!
Nie będę narzekała na polską służbę zdrowia, po prostu od dziś wizualizuję i marzę. W końcu pobyt w szpitalu przyszłości mam już za sobą 🙂

WP_20171127_15_01_33_Rich[1]


Świat namawia byś lajkował!

Honka –  byś udostępniała!

Oboje – byście podzieli się swoimi wrażeniami w komentarzu!

3 Comment

  1. Wow! Zadziwiające to wszystko, aż ciężko w to uwierzyć… W Polsce wielkim skokiem w przyszłość będzie jadalny posiłek w polskim szpitalu…

  2. Powiem tylko tyle – daleko nam do takiej służby zdrowia

  3. Wow! Aż przecieram oczy ze zdumienia. Po prostu jestem w szoku, że są takie szpitale 🙂 Pozytywnie!

Dodaj komentarz

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial