Niby banał.

IMG_0957

Dziś będzie o tym jak łatwo się zamotać, zaplątać i stać się nieszczęśliwym człowiekiem – zupełnie nie mając ku temu powodu.
Będąc w Bułgarii miałam dużo czasu na przemyślenie swojego życia.

 

Dotychczasowego i przyszłego. Pomyślałam, pokombinowałam, doszłam do pewnych wniosków i ustaliłam plan :
Kraków, powrót do mojej ukochanej współlokatorki, magisterka, joga, jakieś kursy komputerowe (bo słabo u mnie z obsługą wszystkiego, oj słabo), nauka języków. Postanowione!
Wróciłam…by po tygodniu kupić bilet na Jamajkę.
Przewrót.
Bilet w jedną stronę.
Na grudzień.
Dwa miesiące do ruszenia w podróż, która rozpocząć ma się od Wyspy…a zakończyć? Tego nie wie nikt.
Wyjazd przesłonił mi wszystko i to jemu zaczęłam podporządkowywać swoje życie.
Zrezygnowałam z mieszkania, pracuję na dwa etaty by odłożyć cokolwiek, sprzedaję samochód, rower, snowboard i wszystko inne…
I zaczęło się. Totalna sinusoida nastrojów – od wielkiej euforii po totalne doły.
Radocha z tego, że lecę, że to już, że się dzieje….
A później spojrzenie na wszystko co mam zostawić – i nastrojowo lecę w dół, bo uwielbiam swoje krakowskie życie i nie łatwo będzie mi się z nim pożegnać.
Ostatnio zaczął wygrywać dół.
Praca. Praca. Praca. Sen. Praca. Praca. Praca.
Na nacieszenie się Krakowem czasu brak.
Perspektywa wyjazdu w ogóle przestała mnie cieszyć.
Siedmiomilowe, z natury wesołe buty, zaczęły narzekać i marudzić.
Zatrzymałam się, zastanowiłam, poczytałam ukochanego Jastruna.
I dziś, z Wielkim Uśmiechem ogłaszam, że odpuszczam! Że zapomniałam na chwilę, że nie jest ważne co będzie za miesiąc czy dwa tylko to co TU i TERAZ! (niby banał, a jaki istotny!)
Będąc w Krakowie chcę mieć nadal czas na jogę, spacery, oddech.
Odwiedzę Anię i Pykę w Bielsku i pomaszerujemy w góry, pójdę na festiwal podróżniczy, a dzisiejszy dzień spędzę z kawą i książką.
Uda się? Polecę. I będę w pełni tam.
Nie uda się? Jest przecież Berlin ze swoim milionem możliwości. Jest Jedi Academy w Atenach, miejsce, w którym jeszcze nie byłam a już wiem, że mogę nazwać je domem. Są Indie, do których by dotrzeć wystarczy obrać kierunek południowo-wschodni i wystawić kciuk.

Ufff. Długa to była podróż po zakamarkach mojej głowy, ale wróciłam. Szczęśliwa!

Dodaj komentarz

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial