Listy z Rwandy 2

SAM_0010

Dla niewtajemniczonych 🙂 Oto „listy” jakie otrzymałam od mojej przyjaciółki Emilki, która wyjechała na 4 miesięczny wolontariat do ośrodka dla niewidomych dzieci w Rwandzie.  Jeśli nie czytaliście pierwszej części, możecie się z nią zapoznać o tutaj ! 🙂  

Dalszy ciąg prezentuję poniżej… 

Abyście bardziej mogli wczuć się w klimat Kibeho i jego mieszkańców odpalcie sobie piosenkę, którą śpiewa dla Was malutka Dativa -> KLIK

W  OŚRODKU

Codziennie rano, w okolicach 7.30 za ścianą mojego pokoju rozlega się ‚Kuuuuumeeeeezaaaa!!!!!!’ wykrzyczane ile sił w płucach przez jednego chłopca, po chwili rozbrzmiewają kolejne kumezy w dalszych częściach korytarza, a po ułamku sekundy słychać już tylko dziki bieg 70 osobników płci męskiej, od małych ośmiolatków po prawie dwudziestoletnich młodzieńców. Mimo, że w ciągu dnia ci starsi niewiele mają do czynienia z młodszymi, to w kwestii śniadania, obiadu i kolacji są zgodni na sto dwa. Później jest 20 minut totalnej ciszy, tylko mijając drzwi jadalni słychać odgłosy łyżek uderzających o plastikowe talerze.

„Kumeza” znaczy „do stołu”. Dzieciaki uwielbiają jeść. Czasami późno w nocy udają, że są ledwo żywe, że umrą do rana, wciągają brzuchy żeby pokazać jacy są wychudzeni, wszystko w celu zdobycia bułki 🙂

Po śniadaniu chłopcy z naszego internatu i dziewczynki z sąsiedniego ładują na plecy plecaki, a co niektórzy jeszcze maszyny brajlowskie i w czerwonych, kraciastych mundurkach (które swoją drogą wyglądają jak pidżamy) maszerują do szkoły. Zajmuje im to kilka minut, bo szkoła znajduje się w nowszej części ośrodka dla niewidomych.

W momencie, kiedy nasz internat cichnie, zza okna wpadają do naszego pokoju z uporem powtarzane w kółko przez wszystkie dzieci „Good morning teacher.”, „How are you?”, „I’m fine.”. Od dwóch prawie miesięcy nieustannie wałkowane 🙂

Okno mojego pokoju wychodzi na internat dzieci, słodkich maluszków. Najmłodsze mają cztery latka, ale że tutaj dzieci są zazwyczaj niewyrośnięte, to te czterolatki często rozmiarem przypominają polskiego dwulatka. Do tego każde z wadą wzroku. Wszystko to sprawia, że są bardzo nieporadne, bezbronne. Dla mnie, każde jedno cudowne!

17693077_1266674446721705_1973418906_o

Dzieci do ośrodka miały przyjechać na początku lutego. W którymś z ostatnich dni stycznia w moją pokojowa ciszę wkradły się jakieś nieznajome głosy. Po 15 minutach wsłuchiwania się w nie i prób ich identyfikacji wyszłam na korytarz. I ku mojemu zdziwieniu zobaczyłam czterech albinosów. Trzech chłopców – mały Edgide, średni Silver, najstarszy Jacson i ich tata. Wszyscy w porwanych, zniszczonych ubraniach, cali brudni. Okazało się, że tata już przyprowadził chłopców do szkoły, że wyruszyli bladym świtem żeby przemierzyć trasę trochę pieszo, trochę tutejszym transportem. Napisałabym „trasę z ich domu do szkoły”, ale oni domu nie mają. Siostry w skrócie opowiedziały mi ich historię. Mama chłopców jest ciemnoskóra, wyszła za albinosa. Oboje Rwandyjczycy. Urodziła dwóch chłopców albinosów i zaszła w kolejną ciążę, po tym jak trzecie dziecko też okazało się być albinosem, mama wszystkich czterech zostawiła. Mieli jakiś domek, ale w takim stanie, że niedługo po tym się zawalił. Tata pracował gdzie się da, płacił różnym ludziom za dach nad głową dla swoich synów. Później wszyscy trzej chłopcy trafili do naszej szkoły a tata zabiera ich tylko na wakacje.

Tego wieczora, w którym przyjechali trzeba było ich wyszorować (choć myć się nie lubią), przeprowadzić wiele zabiegów pielęgnacyjnych i znaleźć im czyste ubrania.

SAM_0479

W kolejnych dniach przyjeżdżało coraz więcej dzieci, internaty powoli się zapełniały, korytarz przestawał być cichy, ośrodek zaczynał żyć. Znowu szorowanie, szukanie ubrań, podawanie leków – jeśli trzeba było, ogólne doprowadzanie dzieci do porządku.

Na początku bałam się wychylić nos z pokoju. Ilość nowych twarzy mnie paraliżowała. Jednak z dnia na dzień było coraz lepiej, wszyscy byli ciekawi nowej wolontariuszki, nowa wolontariuszka zaczynała być bardzo ciekawa tych wszystkich małych duszyczek.

17670661_1266677070054776_1004925724_o

MAKRAMA

Praktycznie od razu po pojawieniu się dzieci zaczęłam prowadzić zajęcia z makramy. Mimo rozpoczęcia roku nie było planu zajęć, więc jeden z nauczycieli przyprowadzał do mnie klasy, które akurat miały wolne. Prowadzenie tych zajęć było tym, czego obawiałam się najbardziej. Bo jak uczyć makramy, słabo znając angielski, do tego niewidome dzieci?

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Okazało się na szczęście, że większość dzieci, mimo wad lub braku wzroku, świetnie sobie radzi. Był na przykład taki mały Clement. Mały bo niski, ale około szesnastoletni. Clement przychodził na każde sobotnie, dodatkowe zajęcia. Mimo, że był zupełnie niewidomy, bardzo szybko załapał zasadę przeplatania sznurków. Był bardzo zawzięty i pracowity. Na którychś z zajęć chciałam coś tam za niego zrobić bo stwierdziłam, że dla niego będzie to za trudne. I myślałam, że spadnę z krzesła jak on szybciutko ‚wymacał’ to co robiłam, obczaił jak, pytając upewnił się czy dobrze myśli i przejął zadanie. Miałam wtedy taką myśl w głowie, że nigdy nie można ocenić z góry, że coś będzie dla kogoś za trudne, zawsze trzeba dać szanse! Tak też później robiłam i mnóstwo razy dzieciaki zadziwiały mnie swoją zaradnością, wyobraźnią, cierpliwością. Levis. Ma 19 lat, jest przesympatyczny, zawsze uśmiechnięty, pomocny. Widzi bardzo mało. Podobnie jak Clement, przychodził na każde sobotnie zajęcia. Na początku dawałam dzieciom cztery związane sznurki i uczyłam je zaplatać w taką spiralkę. Jak zaczynała im wychodzić to uczyłam je robić bransoletki, kolejnym, najtrudniejszym etapem były kwietniki. Levis tygodniami tkwił na pierwszym etapie, ale nie narzekał. Z uśmiechem na twarzy, w każdą sobotę przez około trzy godziny tłukł ciągle to samo, ciągle tą spiralkę, która ciągle była krzywa. Nie mogłam się nadziwić jego wytrwałości. I w końcu po kilku tygodniach zaczęło wychodzić! Zaczął robić kwietnik, przychodził do mnie w każdej przerwie, choć na 10 minut. I udało się! Zrobił śliczny, równiutki kwietnik i bardzo był z niego dumny:) A ja byłam szalenie dumna z Levisa:)

SAM_0023

Po miesiącu nauczana dostałam plan zajęć! Takie to tutejsze, że wszystko jest spóźnione, nic nigdy nie wiadomo, można sobie planować, a i tak zazwyczaj dzieje się inaczej. Cały marzec miałam zajęcia z czwartymi, piątymi i szóstymi klasami. Oczywiście jedni makramę lubili bardziej, inni mniej, a ja miałam okazję pobyć trochę „panią nauczycielką” 🙂 Przeszkoliłam też dwie tutejsze nauczycielki, które w ośrodku są na stałe, Esperansę i Sousanę, które mam nadzieję będą zajęcia kontynuować:)

NIEWIDOMI

Ogólnie ciężko stwierdzić, że dzieciaki są niewidome, jeśli się o tym nie wie. Białe laski widzę tylko podczas zajęć z orientacji przestrzennej . Poza nimi nikt tutaj lasek nie używa. Dzieciaki chodzą, biegają, grają w piłkę, szaleją – jak to dzieciaki. Bardzo mi się podoba jak wzajemnie sobie pomagają. Bardzo często chodzą parami, trójkami czy nawet czwórkami. W każdej grupie przynajmniej jedna osoba musi cokolwiek widzieć, żeby móc prowadzić inne. Nawet na boisku, kiedy niedowidzące dzieci grają w nogę, można spotkać takie pary podążające za piłką.

Uwielbiam też patrzeć na małe dzieci, które poruszają się na podobnej zasadzie, robiąc ‚wężyka’. Pierwsza jest osoba niedowidząca, a za nią rządek dzieci, które nie widzą zupełnie. Chodzą tak, biegają po całym ośrodku:)

SOBOTA

Bardzo ciekawym dniem jest sobota. Różni się od reszty dni, od „A do Z” zaplanowanych i poukładanych.

W sobotę na przykład się sprząta. Naprzeciwko naszego pokoju jest łazienka najmłodszych w internacie chłopców. I właśnie w sobotę cała łazienka, łącznie z toaletą czy zlewem, tonie w wodzie. Rwandyjczycy tak właśnie wszystko myją – polewają wiadrami wody, człapią boso w łazienkowym jeziorze, nie wiem nawet czy coś myją czy nie. Na koniec ściągają całą wodę gumami na kijach do krateczki w podłodze. I po sprzątaniu:) . Pewnego razu wchodzę do łazienki, a tam chłopcy z uśmiechami od ucha do ucha. Jeden z nich, wyszczerzony, wskazując na podłogę pyta mnie ‚co to jest?’. Okazało się, że pani sprzątająca zalała całą podłogę jakimś żelem antybakteryjnym i chłopcy zrobili sobie w łazience ślizgawkę 🙂 Zanim udało mi się ich stamtąd przegonić to z pięć razy się na tej podłodze przewrócili. Oczywiście zadowoleni, mieli atrakcję na cały wieczór!

W sobotę dzieci czyszczą swoje buty, piorą bieliznę. Tutaj pranie rozkłada się na trawie, żeby wyschło na słońcu. A poza trawą, za suszarkę, może służyć na przykład krzak róży. Mieści się na nim kilka skarpetek więc czemu nie?

SAM_0531

SAM_0565

SAM_0063

W sobotę jest też fryzjer. Przed internatem dziewczynek, wychowawczynie zasiadają na ławeczce i strzygą po kolei dziewczynki, którym włosy już za bardzo urosły. Strzyżona dziewczynka siada na podłodze, wychowawczyni otula ją wielkim kawałem materiału, tak że wystaje tylko głowa, i nożyczkami strzyże. Króciutko, przy samej głowie. Takie fryzury noszą tutaj i chłopcy i dziewczynki. Tylko co bogatsze kobiety mają peruki.

SAM_0117

SAM_0131

W sobotę dzieciaki się też uczą. To akurat ich codzienna czynność. Część z nich zasiada w refektarzu (jadalni), ze swoimi maszynami brajlowskimi, część siedzi na korytarzu, na podwórku. Jak był czas egzaminów to dzieciaki szukały cichego miejsca gdzie się dało, późnym wieczorem nawet siedzieli na zewnątrz, pod naszymi oknami, przy schodach. Często po ciemku bo przecież światła nie potrzebują. Tęsknię za gwarem refektarza podczas nauki i za dźwiękiem maszyn brajlowskich!

DARY

Zanim dzieci wróciły z wakacji mnóstwo godzin spędziłam na segregowaniu ubrań. Miałam tam taki swój szmatoland! Kilka miesięcy temu siostry dostały 4 tony ubrań. Taki dar. Ubrania były w worach, worów było mnóstwo, nikt nie wiedział co tam dokładnie jest. Trzeba było je wszystkie przejrzeć i posegregować. Mniej więcej połowa z nich dla naszych dzieci się zupełnie nie nadaje, bo po co w Rwandzie zimowe kurtki, a w szkole dla dzieci niemowlęce śpioszki? Ale jest też mnóstwo ubrań, które się nadają i mnóstwo półek nimi już zapełniłyśmy:) I jak cudownie się te ubrania dzieciakom rozdaje! Kiedy wejdzie się do pokoju dzieci z jakimikolwiek rzeczami, od razu przybiegają, dotykają, próbują te ubrania zabrać. Mierzą, wąchają, oglądają ze wszystkich stron. A jak ktoś jakieś ubranie dostanie, ojoj! Cóż to za radość! Taki Fabian na przykład, kiedy siostra dała mu bluzkę, ubrany w nią skakał po pokoju jak małpka, śpiewał i był przeszczęśliwy! I jak to dzieci, jedne dziękują, inne nie, jedne są bardziej wdzięczne, inne mniej. Ale cieszą się wszystkie tak samo.

Któregoś dnia wchodząc do internatu zastałam przy wejściu tylu chłopców, że ledwo się przecisnęłam. Przy ścianie, otoczona przez nich wszystkich – siostra Bogumiła. Okazało się, że rozdaje materiałowe chusteczki, takie do nosa. Jak oni krzyczeli, każdy z osobna, że też chce! Zamieszanie takie jakby złoto siostra rozdawała. Chusteczek wystarczyło dla wszystkich i tacy byli szczęśliwi! Te dzieciaki praktycznie nie mają swoich własnych rzeczy. Czasami coś tam przywiozą z domu, ale często nie mają nic. Wszystko jest od sióstr. Dlatego tak bardzo cieszą się z każdej rzeczy jaką dostaną.

17571080_1266678166721333_1083023524_o

17622831_1266678296721320_525305577_o

WRAŻENIA

Mimo, że minęły cztery miesiące bardzo często odczuwam gdzieś w środku pewnego rodzaju lęk. Brak poczucia bezpieczeństwa. Jestem biała, co ciągle jest wielką atrakcją. Mało który Rwandyjczyk uśmiecha się pierwszy. Zazwyczaj to ja uśmiechem ‚roztapiam’ złowrogie, podejrzliwe spojrzenia. I mimo, że często na twarzach tych ludzi pojawia się uśmiech, to boję się tego, co w nich jest. Jakiś czas temu, jadąc samochodem, mijaliśmy targ zwierząt. Strasznie miejsce. Malutkie kózki ze sznurkami przy nodze, albo jedna do drugiej przywiązana za szyję. Świnie bite jakimiś patykami. Podnoszone za uszy i ogon. Krowy przeganiane, zdezorientowane. I obraz, który najbardziej utkwił mi w pamięci – kilka cieląt zapędzonych pod mur, spozierających takimi smutnymi, przerażonymi, błagającymi o litość oczami. Kilka metrów dalej ludzie bili jakiegoś mężczyznę. Sąd uliczny. Biły go i kobiety i mężczyźni, kijami, rękami, czym się dało. Inni patrzyli z pogardą, jeszcze inni z uśmiechem. My po prostu pojechaliśmy dalej. Ja miałam łzy w oczach, wielką niezgodę na takie traktowanie człowieka i zwierząt.

Inną straszną rzeczą jet to, że tutaj się trują. Na przykład kiedy komuś się dobrze wiedzie, zostaje otruty przez sąsiada. Kiedy ktoś dostanie się na studia, zazdrośni ludzie potrafią dorzucić coś do jedzenia, czy znaleźć inny rodzaj trucizny, żeby taką osobę zabić. Wielka zawiść, zazdrość. PRZERAŻAJĄCE!

Codziennie mieszają się ze sobą sytuacje piękne, jasne, radosne, z przykrymi, smutnymi, czasami przerażającymi. To było wiadome jeszcze przed wyjazdem, że jadę w miejsce dzikie, w miejsce gdzie 22 lata temu każdy centymetr kwadratowy ziemi był przesiąknięty ludzką krwią. Mimo to, każda opowieść o ludobójstwie wnosi wielki niepokój, wielkie niedowierzanie, wielki smutek, współczucie. A najbardziej te przekazane z pierwszej ręki, od ludzi, którzy byli wtedy lub zaraz po w Rwandzie. I w tym wszystkim nasz ośrodek, nasze dzieciaki. Szczęśliwe, radosne, robiące psoty i figle, uśmiechnięte. A często też niewdzięczne i trudne. Jednak znając ich historię, warunki w których się wychowały, bardzo szybko się trudności i niewdzięczności wybacza. I czuje się duży sens w tym, że można im znaleźć ubrania, pozwolić zrobić zdjęcie swoim aparatem, włączyć im film na swoim kompie czy nauczyć makramowego kwietnika. A przede wszystkim – uśmiechnąć się, przytulić, pogłaskać po głowie. Po prostu z nimi być.

SAM_0036

THE END

Dzisiaj walizki już spakowane. Bardzo dziwnie jest się żegnać z miejscem, do którego najprawdopodobniej nigdy się już nie wróci, do którego nie da się przyjechać w odwiedziny na weekend. Nie mogę uwierzyć, że pojutrze będę w Polsce. Czuję się jak kosmonauta wracający na Ziemię. Wielka radość, wielki smutek. Wielkie podekscytowanie. Dzieci wyjechały kilka dni temu na wakacje, została ich garstka. Żegnałam się z nimi i płakałam. Po czterech miesiącach! A maluchy, które zostały już się cieszą, że jutro pomogą mi ciągnąć walizki:)


Podobało się Wam? Udostępnijcie!

Chcecie się podzielić z nami wrażeniami? Komentujcie!

1 Comment

  1. JustaO says: Odpowiedz

    Musze stwierdzic ze fajnie sie czyta twoje artykuly 🙂

Dodaj komentarz

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial