Jak to się stało, że zamieszkaliśmy na plaży hipisów? Teneryfa.

16651131_1833018190245845_1229544401_o

Wspominałam Wam o tym, że dałam się Światkowi przekonać do zimowej migracji na Teneryfę. Plan był taki, że przylatujemy na Wyspę, zatrzymujemy się na kilka nocy w domu pewnego Hiszpana, którego znalazłam przez couchsurfing a w tym czasie znajdujemy sobie mieszkanie do wynajęcia. Jako, że z wielu źródeł słyszałam, że wynajęcie mieszkania tu jest szalenie proste i kosmicznie tanie, nie przejmowałam się tym za bardzo.

Nie wzięłam pod uwagę jednego… tego, że z planami bywa różnie 🙂

 Dzień przed wylotem skontaktowałam się ze swoim Hiszpanem w celu potwierdzenia pobytu i dopytania o adres i dowiedziałam się, że zapomniał dać mi znać, że nocleg nieaktualny i nie możemy się u niego zatrzymać.

Trochę się tym zmartwiłam, ale nie na tyle by zrezygnować z podróży. (Poprawka. Panikowałam jak cholera, ale miałam wokół siebie solidną grupę wspierająco-wypychającą 😉 )

Wynajęłam samochód i postanowiłam, że poszukam noclegu na miejscu.

Jak postanowiłam, tak zrobiłam. Po wylądowaniu wskoczyłam ze Światem w białego citroena i ruszyliśmy na łowy. Wypatrywałam noclegowych szyldów, wypytywałam o noclegi przechodniów, ale niestety – wszystko było albo zajęte, kosztowało majątek, albo i więcej.

Jadąc powoli, od miasteczka do miasteczka rozglądałam się dokoła i byłam przerażona tym co widzę.  Wyobrażałam sobie, że wyląduję na pięknej, nieco dzikiej  wyspie a jechałam wybrzeżem, które w niczym nie przypominało Hiszpanii i nic nie miało wspólnego z naturą czy dzikością. Hotel obok hotelu, moloch obok molocha. Setki hoteli, wypełnione tysiącami turystów i mrugające milionem świateł. W głowie nie mieści mi się to, że dopuszcza się do takiego zniszczenia natury, wyspy, dla pieniędzy. Że stawia się w każdym ciepłym kraju identyczne hotele z identycznymi basenami i niezmiennym menu i turyści jadą od kraju do kraju, odhaczają kolejne „zwiedzone państwa”, mimo, że tak naprawdę siedzą non stop w jednym i tym samym miejscu.

Tak bijąc się z myślami jechałam przed siebie i zmierzałam nieubłaganie w kierunku, o którym słyszałam, o którym czytałam i który był dla mnie nieco legendarny, ale którego nie brałam pod uwagę jako miejsca na spędzenie pierwszej nocy a już na pewno do zatrzymania się na dłużej. Mowa o plaży zamieszkanej przez hipisów, której nazwę postanowiłam zachować dla siebie J Plażę, która schowana jest za górami, która jeszcze nie została zniszczona przez przemysł i hotelarzy, która jest całkowicie dzika. Dookoła niej zamieszkują ludzie w jaskiniach i szałasach, starając się żyć w zgodzie z naturą.

Wyjechałam nieco poza miasto, gdy nagle moim oczom ukazał się nikt inny, jak sam szalony pirat – Jack Sparrow. Chodził wtem i z powrotem wzdłuż ulicy, coś do siebie mówił, przyciągał uwagę swoimi ciemnymi, czarno pomalowanymi oczami i długimi kręconymi włosami.

Zatrzymałam się. Przywitałam i spytałam…” where is THE BEACH” w odpowiedzi mój rozmówca wrzasnął, że jesteśmy w Hiszpanii, że to żadne „beach” a „ LA PLAYA” i pokazał kierunek, w którym miałam się udać.

Zostawiłam auto na parkingu, spakowałam plecak, wsadziłam Świata w nosidło i ruszyliśmy .

Światek na plaży hipisów. Teneryfa.
Światek na plaży hipisów. Teneryfa.
Plaża hipisów. Teneryfa.
Plaża hipisów. Teneryfa.

16523235_1831767377037593_1280101050_o 16523847_1831757800371884_829757085_o 16586666_1833019053579092_785847100_o 16667263_1833018976912433_1560393113_o


Chcesz wiedzieć co było dalej? Polub nas!

Uważasz, że kogoś jeszcze mogą zainteresować nasze przygody? Udostępnij!

 

Dodaj komentarz

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial