Generali – firma, w której się nie ubezpieczaj. (Chyba, że zamierzasz napisać scenariusz horroru i poszukujesz inspiracji ! )

bezc2a0tytuc582u

bezc2a0tytuc582u

O tym jak funkcjonują firmy ubezpieczeniowe wiemy wszyscy i nie trzeba się na ten temat rozpisywać. Składki są do przełknięcia, obietnice wszelakiej pomocy wielkie, a później….później jest rzeczywistość: zgłoszenie szkody, setki telefonów, dużo płacenia i zbierania rachunków a na koniec długa i mozolna walka o odzyskanie pieniędzy.

Z firmą Generali inaczej było od samego początku. Są doprawdy wyjątkowi.

W nocy z poniedziałku na wtorek Świat zupełnie nie był sobą. Gwiazdorzył. Tu kilka łez, tam kilka krzyków, ciągle coś. Ma chłopak prawo, myślałam, w końcu ząbkowanie to nie byle co. Świat jednak w gwiazdorzeniu nie ustawał, rozkręcał się wręcz – gorączka coraz wyższa, płaczliwy był coraz bardziej no i dostał biegunki. Tu matczyna czujność, kazała mi zareagować. Choć sama nie byłam jeszcze przekonana co do tego, czy zwyczajnie nie panikuję – spróbowałam zadzwonić do Generali i zgłosić co się dzieje. Była godzina 11ta.

Dodzwonienie się na numer alarmowy okazało się niemożliwe, a po kilkunastu próbach zaczęłam próbować innych opcji. „Przedłużenie polisy” czy wykupienie innego pakietu jakoś nie miało problemu z łącznością, udało się… Oczywiście Pani, która odebrała nie mogła przełączyć mnie do działu assistance. Podała mi do nich bezpośredni numer. Zgadniecie co? Oczywiście nie działał 🙂

Napisałam maila do firmy, w którym opisałam co się dzieje i poprosiłam o kontakt.

Razem z moją mamą spakowałyśmy dziecko do wózka i ruszyłyśmy w tramwajową podróż do najbliższego szpitala. Niestety nie przyjęto nas, ponieważ w szpitalu nie było żadnego pediatry ani neonantologa. Postanowiłyśmy wrócić do domu i ponownie spróbować skorzystać z usług Generali.

Od godziny 15.00 dobijałam się do firmy non stop. Poprosiłam również o pomoc swojego tatę, który robił to samo z polskiego numeru. Po jakimś czasie udało mu się dodzwonić do działu assistance (oczywiście nie bezpośrednio a przez recepcję!), przyjęto zgłoszenie szkody i obiecano skontaktować się ze mną.

Kontakt nastąpił. Ustaliłam z konsultantką, że zostanie wezwany lekarz, który odwiedzi nas w domu. Super. Ucieszyłam się, odetchnęłam i wróciłam do zajmowania wciąż płaczącym dzieckiem.

Po kolejnych dwóch godzinach otrzymałam telefon, że w Berlinie niestety nie ma żadnego lekarza, który mógłby nas odwiedzić. Za chwilę skontaktuje się ze mną niemiecki partner generali, który zorganizuje mi transport do szpitala.

Po następnejj godzinie…zadzwoniła Niemka, nieuprzejma jak 15o, która zaczęła od pytania czy na pewno nie mam samochodu albo znajomych, którzy mogliby mnie do szpitala zawieźć. Nie miałam. W takim razie zaproponowała mi wezwanie taksówki, na swój koszt oczywiście bądź karetki, co zaznaczyła – będzie bardzo drogie.

Średnio wyobrażałam sobie transport non stop przelewającego się, raz jedną, raz drugą stroną dziecka taksówką. Poprosiłam więc ponownie o kontakt z polskim konsultantem.

Oddzwoniła do mnie przemiła pani Natalia z informacją, że w ciągu kilkunastu minut będzie po nas karetka.

Ponownie odetchnęłam, przygotowałam Świata i siebie do wyjścia…. by po 3 godzinach znajdować się w dokładnie tym samym miejscu, z dzieckiem, w dużo już gorszym stanie.

Przyzwyczajona jestem do tego, że w Polsce na karetki czasem na prawdę długo się czeka, stąd pewnie brak szybszej reakcji…no ale.

Ponownie zaczęło się dobijanie do firmy – zarówno przeze mnie jak i moich bliskich. Udało się.

„Niemiecki konsultant zaraz się z Państwem skontaktuje.” Usłyszeliśmy.

Ok, skontaktował się. By powiedzieć, że żadna karetka do tej pory nie była zamówiona, że nie są w stanie niczego dla mnie zorganizować i że muszę zadzwonić pod 112 i osobiście wezwać pogotowie. Była po godzinie 22….

Zadzwoniłam. Przyjechali po 15 minutach.

Pojechaliśmy na ostry dyżur, gdzie przyjęto nas jedynie na podstawie karty EKUZ. Światkowi zrobiono badania, przepisano leki i postanowiono go wypisać do domu.

Światek w poczekalni szpitala dziecięcego Sana Klinikum Lichtenberg
Światek w poczekalni szpitala dziecięcego Sana Klinikum Lichtenberg

Wracaliśmy wykończeni, po 1 w nocy. Oczywiście transport zorganizowaliśmy sobie sami – ani konsultant niemiecki, ani polski nie odbierali telefonów

Jeśli myślicie, że to koniec to już śpieszę oznajmić, że nie!

Jeśli zdążyliście się znudzić – zapewniam, że prawdziwa komedia dopiero się rozegra 🙂

Kolejnego dnia złożyliśmy w Generali telefoniczną reklamację i poprosiliśmy o to, by któraś z osób decyzyjnych zaznajomiła się ze sprawą i skontaktowała się z nami.

O dziwo – tak się stało.

Zadzwonił szef wszystkich szefów, Pan Krzysztof, który wyraził ogromne rozczarowanie tym jak zostaliśmy potraktowani i jak sprawa została poprowadzona. Oznajmił, że od początku konsultanci popełniali błąd ze błędem. Zaproponował rekompensatę wymieniając wiele możliwości, w tym wizytę w prywatnej klinice. Dodatkowo zadzwoniła skruszona Pani Natalia by przeprosić za swoje wczorajsze błędy.

Jako, że należę do osób, które wyjątkowo łatwo robi się w balona i wierzę w dobre intencje innych ludzi – chwyciłam to. Jako, że Światek czuł się lepiej powiedziałam, że żadnej pomocy aktualnie nie potrzebujemy, przeprosiny przyjęłam. Pan Krzysztof podał mi numer swojej prywatnej komórki mówiąc, że jest dostępny pod nią 24/24 i w razie gdyby działo się cokolwiek – mam pisać, dzwonić, on będzie działał. Dodatkowo spytał, czy może sobie pozwolić na to, że nawet jeśli nie zadzwonię to on lub ludzie z jego firmy zadzwonią do mnie by upewnić się, że wszystko ze Światkiem ok.

Prawie porzygałam się od tej słodyczy. Zakończyliśmy rozmowę.

Kolejna noc była straszna. Ryk, rzygi, kupy i dodatkowo pojawiła się krew. Umierałam ze strachu o Małego, ale przecież miałam magiczny numer do Pana Krzysztofa, którego oczywiście użyłam dopiero o przyzwoitej godzinie, by biedaczek mógł się wyspać (Tu jest miejsce na gifa ” chlast patelnią!”). Ten zapewnił mnie o tym, że już zaczynają działać i nie mam się martwić.

Bang.

11.00 – Pani Dorotka. „Czy chciałaby Pani wizytę domową? Już działam.”

13.00- Pani Dorotka. „Mamy neonantologa, który może przyjechać na wizytę domową, ale mówi, że lepiej jechać do szpitala bo przy takich objawach trzeba wykonać specjalistyczne badania.”

Zapytałam o prywatną klinikę, jakichkolwiek specjalistów, których może mi polecić.

13.40 – Znalazła klinikę, ale jest przerwa obiadowa. Do 14.30 oddzwoni i przekaże mi informacje odnośnie wizyty i transportu.

14.30 – Klinika jest czynna do 17. Już wzywa transport.

Dopytuję. Czy mam sama wezwać i zapłacić czy coś zostanie zorganizowane. Odpowiada, że o nic nie mam się martwić, oni zorganizują.

15.10 – Zero kontaktu. Próbuję dodzwonić się do moich konsultantów oraz do Pana Krzysztofa – bezskutecznie.

O 15.40 dzwoni do mnie zupełnie nowa konsultantka – tym razem Kinga z informacją, że niestety, ale nie uda się zorganizować dla mnie transportu.

W tym momencie puszczają mi nerwy i zaczynam ryczeć, ponieważ ponownie – gdyby nie zwodzenie i nieudolność konsultantek już dawno, zamówionym przez siebie samochodem jechałabym do kliniki.

Pani Kinia zapewnia jednak, że w ramach rekompensaty zamówiła mi w już zwykłą taksówkę, na mój koszt, że JUŻ jedzie, że mam przygotować dziecko i ruszać do kliniki, do której namiary zaraz mi poda.

o 16.00 wsiadamy do auta. Pytamy kierowcy czy zdążymy dotrzeć do kliniki przed 17.00. Pan patrzy na nas zdziwiony i pyta…ale jakiej kliniki? O niczym nie ma pojęcia. Podobnie jak my.

Decydujemy, że ruszamy ponownie na ostry dyżur do szpitala w Lichtenbergu. Ponownie potrzebna jest tylko karta EKUZ, otrzymujemy fachową i szybką pomoc. Choroba Świata okazuje się silnym atakiem alergicznym. Dostajemy leki, inny rodzaj mleka. Zamawiamy taksówkę powrotną do domu.

19.31…dzwoni do mnie Pani Kinia z pytaniem czy byłam na wizycie i czy wszystko przebiegło pomyślnie. Pytam o to jak miało przebiec pomyślnie, skoro ani ja, ani kierowca nie dostaliśmy adresu kliniki gdzie rzekomo umówiona była nasza wizyta, nie mieliśmy również żadnych danych lekarza.

„O! Przepraszam. Zapomniałam podać.” Mówi Kinia miłym głosem i dodaje słodkie „Do usłyszenia”.

Ciekawe co Generali przygotowało dla mnie na dziś 🙂

PS.Krwawe logo stworzyłam własnoręcznie, dając upust swojemu talentowi i twórczej energii, w myśl zasady, że nawet największe dramaty potrzebują ociupiny humoru 😀

PS2. Jeśli znacie ubezpieczycieli godnych polecenia – dajcie znać!

PS3. Drodzy! Wnioski z całej tej historii nasuwają mi się dwa. Jeden: podróżować z dzieckiem można tylko wtedy gdy ma się mnóstwo kasiory, jeszcze więcej kasiory , kilka sztabek złota, złote zęby, kartę kredytową z mega limitem. Nigdy. NIGDY, bez hajsu w myśl zasady, że „nic się przecież nie wydarzy”.  Dwa: Mimo, że mam ochotę krzyczeć, że pieprzę ubezpieczalnie i ubezpieczycieli to wiem, że niestety będę płacić im grubą kasę do końca mojego podróżniczego żywota,być może nawet przez kolejne 105 lat, z jednego powodu – śmierć jest czymś, z czym ubezpieczyciel średnio może dyskutować. Jeśli akurat Tobie czy mi się przytrafi – ubezpieczyciel musi zorganizować transport zwłok na teren RP i pokryć wiele, wiele kosztów (o dziesiątkach, setkach tysięcy mówimy). Zostawianie pokrycia takich kosztów rodzinie uważam za z lekka słabe. Więc – ubezpieczajcie się i wybierajcie mądrze. Nie jak ja 🙂

Uf. Tym jakże optymistycznym akcentem – koooooończę!


Jeśli nie spodobała Ci się nasza przygoda i nie chcesz by spotkało to więcej osób – dziel się & udostępniaj śmiało!

Jeśli tak jak my nie lubisz Generali – udostępniaj podwójnie!

5 Comment

  1. nielubiecie says: Odpowiedz

    Po pierwsze
    Jak można nazwać tak brzydko syna?
    Po drugie
    Miała Pani Ekuz i specjalnie pani czekała na reakcje ze strony ubezpieczyciela?
    Jest coś takiego jak OWU. Prosze przeczytać zanim napiszesz te głupoty

  2. nie lubie says: Odpowiedz

    Po pierwsze
    Jak można nazwać tak brzydko syna?
    Po drugie
    Miała Pani ekuz i specjalnie pani czekała na reakcje ze strony ubezpieczyciela?
    Jest coś takiego jak OWU. Proszę przeczytać zanim napiszesz te głupoty

    1. honyte says: Odpowiedz

      Jestem zachwycona imieniem swojego dziecka, ale chętnie przeczytam sugestie „ładnych” imion by w przyszłości wiedzieć czym się sugerować 🙂
      Właśnie po to wykupuję ubezpieczenie na wyjazdy za garnicą by z niego korzystać, warunki znałam. Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial