Yaam must survive!

994181_978485872185440_9155970370839853247_n

Nigdy nie przypuszczałam, że zakocham się tak bardzo. Tak prawdziwie, mocno. Tak, że będę bardzo tęsknić. Tak, że będę odliczać dni do powrotu, który nie wiadomo czy i kiedy nastąpi.
Jak już pisałam – miłość do Jamajki jest czymś co totalnie mnie zaskoczyło. Przed pobytem tam zupełnie nie interesowałam się tą kulturą, muzyką, Wyspą samą w sobie.
Pobyt na Jamajce zmienił wszystko.
W Europie zaczęłam czuć się nieswojo. No bo jak to? Liczy się tylko praca, kariera, pęd… a gdzie czas na proste rzeczy? Na spędzanie dni z przyjaciółmi i rodziną, wspólne gotowanie, zabawę, śpiew i chill?

Dlaczego kiedy idę ulicą i uśmiecham się do kogoś tak po prostu, zwyczajnie, wywołuje to zdziwienie? Dlaczego nie można pogadać z nieznajomymi, wymienić uprzejmości czy podzielić się jakimś spostrzeżeniem?
Gdzie natura? No i po co nam ten cały „alien stuff”?
Splot przedziwnych zdarzeń sprawił, że dziś w południe znalazłam się na berlińskim Ostbahnhof, zaopatrzona w kilka euro i masę wolnego czasu.
Postanowiłam pójść nad rzekę. Wiosna, wygrzewanie się w słońcu, zapas mandarynek, książka, pięknie!
Zbierało się nas tam więcej i więcej z minuty na minutę. Po chwili chill zastąpiły odgłosy bekania, tłuczonego szkła, przekleństw. Czar prysł. Moja nadzieja na to, że być może tym razem uda mi się przekonać do tego kraju też.
Zabrałam plecak i zaczęłam krążyć po okolicy.
Trafiłam na napis na murze (tym, berlińskim) – który całkiem niedawno pokazał mi 50% Naszego Teamu.
Było to: ” … have to survive”.
Historię miejsca, o którym mowa – znałam, ale nie miałam pojęcia czego się po nim spodziewać. Wiedziałam, że dawne zostało zamknięte. Nowe otwarto 100 metrów dalej, po prawej. Mimo, że bywalcy twierdzą, że to dawne było milion razy lepsze – nie potrafię go sobie wyobrazić. To, w którym byłam jest idealne.
YAAM – bo o nim mowa – jest od dziś jednym z moich ulubionych miejsc w Berlinie! Absolutnie i niezaprzeczalnie ma wajb. A zdążyłam już zapomnieć o tym, że coś takiego jak wajb istnieje. I nie da się go kupić ani stworzyć na siłę. Nie ma też żadnego zespołu cech, których spełnienie mogłoby go wywołać. Jedne miejsca po prostu go mają, inne nie.

11174796_978485852185442_5946634410578054070_n
Wchodzę do YAAMu.
Czuję to coś. Jestem u siebie.
Starszy rasta mówi: Zdejmij plecak. Chill. Relax. Enjoy the sun.
Jem plantiny, słodkie smażone banany i yam.
Tu można rękami!
Sprawdzam menu. Dumplingów nie mają! (jamajski przysmak – brat bliźniak naszych klusek śląskich, tyle że starych i z zakalcem). Ok. Wybaczam. Zadowolę się tym, co jest.
Piję piwo. Uff! Afrykańskie, pyszne, z mango i marakui. Całe szczęście Red Stripe’a dziś nie ma.
Dookoła znajome spojrzenia i gesty. Zaczyna się „hey, what’s up, true love, beautiful eyes”. Panowie pytają skąd jestem. Nieco zdziwiona odpowiadam, że z Jamajki! Nie widać?
Podoba mi się ich dezorientacja i to, że nie byli przygotowani na to, że im odpowiem. Spodziewali się raczej ucieczki bądź zlekceważenia. Jeden przemówił : Eee! biała blondyna a umie żartować! ( A to ci..! 😉 ).
Zapraszają mnie na partyjkę domino. I tu moje wielkie zaskoczenie! Ta gra ma zasady! (i nie chodzi o to, że nie wiem ile kropek do ilu dołożyć).
Gra jest pełna emocji! Wszyscy rzucają kostkami z zapałem, jest głośno i śmiesznie. Black yourself bro! Bomboklaat!

994181_978485872185440_9155970370839853247_n
Oczywiście grają ze mną ważne osobistości. Domino Master, który każe tak o sobie śpiewać, zupełnie nie przejmując się tym, że cały czas przegrywa. Nawijacz, który cały czas wygrywa. Cieszy się i jest przekonany, że nikt nie łączy jego wygranych z faktem, że co chwilę zwracamy mu uwagę by nie podglądał nam kostek, a on zarzeka się, że zerka tylko na siedzące nieopodal dziewczyny. Są rasta, sa bling blingi, są jamajskie koszulki-siatki, zwane mesh marina. Są nawet białasy, którzy siedzą nieopodal i pstrykają nam foty z ukrycia. Nie trwa to długo. Jamajczycy tego nie lubią…
Mega dobrze jest usłyszeć „wah gwaan?” i móc odpowiedzieć „mi deyah”
Posłuchać reggae. I pośpiewać z nimi nawet.
Zobaczyć jak wcale nie popisują się rzucając jeden do drugiego talerzami i próbując łapać je na miotłę. Bezskutecznie.
Leżeć na plaży.
Siedzieć przy stole z jamajską rodziną, brudnymi, szczęśliwymi dziećmi, grubą panią, rasta i nie rasta.
Genialne miejsce do tego by pobyć, nie tylko wejść i zrobić foty.
Wiecie co?
YAAM must survive.

11050727_978485855518775_4506205084900227344_n 11110867_978485882185439_284743837815486243_n 11167813_978485888852105_1610758457181425335_n
* Jedyny minus to to, ze „5$ bag” ma tu zupełnie inne znaczenie.

1 Comment

  1. I am in fact thankful to the owner of this site who has shared this enormous paragraph at at this time.

Dodaj komentarz

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial