Dark Restaurant

Czarny_kwadrat_na_bialym_tle

Wraz ze znajomymi wybrałam się jakiś czas temu do Dark Restaurant w Poznaniu.

Jest to restauracja, w której, jak sama nazwa wskazuje, panuje całkowita ciemność. Ma to na celu wyostrzenie naszych zmysłów, a co za tym idzie – pogłębienie doznań kulinarnych. Kelnerzy pracujący tam posiadają noktowizory natomiast goście nie widzą zupełnie nic. NIC.

Na początku kelner przeprowadza z gośćmi „wywiad” w celu ustalenia czego nie lubią, na co mogą być uczuleni itd. po czym proponuje 3 zestawy menu składające się z przystawki, dania głównego oraz deseru: standardowy, mood food czyli danie mające składniki (legalne!) wpływające pozytywnie na nasze samopoczucie oraz bizzare food – danie dla ryzykantów, po którym można spodziewać się wszystkiego….

Jako, że nie była to moja pierwsza wizyta w tej restauracji myślałam, że mam już jakieś pojęcie o tym co może nas czekać. Ostatnim razem zdecydowałam się na zestaw standardowy – byłam zachwycona smakiem potraw, tym jak składniki były ze sobą skomponowane. Mimo, że nie nie były specjalnie wyszukane nie byłam w stanie większości z nich rozpoznać. Było to ciekawe, przyjemne doświadczenie.

Tym razem postanowiłam zaryzykować i wybrałam zestaw bizzare, znajomi również.

I…..niestety, tego pobytu w Dark Resto nikt miło wspominał nie będzie 😉

Oprócz tego, że bardzo dokuczał nam przykry piwniczny zapach obecny w całej restauracji, hałas, to, że przechodzący obok panowie korzystali z okazji, że są nierozpoznawalni, więc ich ręce potrafiły się znaleźć na różnych częściach naszego ciała co kwitowali rechoczącym śmiechem…. jedzenie pozostawiało wiele do życzenia. Po prostu.

Restauracja nie należy do tanich, więc nastawiłam się na minimum DOBRY posiłek. Nie był taki. Był zjadliwy….choć w przypadku mojego dania i to stwierdzenie jest wygórowane.

Niemniej jednak wypad należał do miłych – wymienialiśmy się jedzeniem, kosztowaliśmy wszystkiego ze swoich talerzy, próbowaliśmy zgadywać co jest czym. Jedliśmy oczywiście rękami bo próby używania sztućców kończą się tym, że do naszych ust dociera jedynie pusty widelec.

Po posiłku każdy z nas był mniej więcej przekonany, że wie co jadł. Mi udało się odgadnąć (ekhm…), że mój posiłek składał się z owoców morza, ośmiornicy i kiszonych ogórków. Każdy ze znajomych miał jakieś wyobrażenie na temat swojego dania…

Jakież było nasze zdziwienie gdy na spotkaniu z szefem kuchni usłyszeliśmy, że w skład naszych dań oprócz lansiarskich (choć według mnie wciąż obrzydliwych) smakołyków takich jak foie gras czy cielęca grasica wchodziły owady mącznika, drewnojada, WOŁOWE PENISY  czy……. uwaga! (specjalnie dla mnie – ciężarnej, ponieważ kucharze bali się eksperymentować) GRZEBIENIE KOGUCIE W TEMPURZE!

Uffff.

Jeśli do tej rozmowy wydawało nam się, że dania były zwyczajnie nie smaczne – nagle wszyscy zgodnie okrzyknęliśmy je OHYDNYMI. Wróciliśmy do domu naśmiewając się z siebie nawzajem niesamowicie z olbrzymimi, OLBRZYMIMI mdłościami!

Podsumowując – jeśli nie mieliście jeszcze okazji by odwiedzić Dark Restaurant – polecam! Fajna zabawa, śmieszna, doświadczenie z pewnością należące do ciekawych i takich, które zapamiętuje się na długo….. Co do posiłków – polecam wybierać pomiędzy zestawem standardowym a mood food 😉 !

Dodaj komentarz

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial