Albania

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ojej! Podczas poszukiwania zdjęć babuszek dla mojej przyjaciółki, w czeluściach komputera, natknęłam się na album „Albania”.
Prawdę mówiąc zupełnie zapomniałam o jego istnieniu, o tym, że wyprawie towarzyszył jakikolwiek aparat.
Żałuję, że nie pisałam na bieżąco bo nie potrafię pisać o przeszłości.. Umykają emocje, smaczki.
Oczywiście samo obejrzenie zdjęć spowodowało, że mam chęć w tym momencie spakować plecak i ruszać Albanio tęsknię!!!!
Albania jest dzika dużo bardziej niż inne bałkańskie kraje. Mówi się, że jest niebezpieczna. Całe szczęście nie było mi dane tego doświadczyć…choć była to zdecydowanie najbardziej stresująca z dotychczasowych podróży.
Mając w głowie to co przeczytałam o tym kraju, do każdej napotkanej osoby podchodziłam z rezerwą: nocując u kogoś w domu spałam niespokojnie a jadąc w bagażniku vana razem z moimi towarzyszami byłam przekonana, że zostaliśmy porwani. Każdy kto proponował, że nam COŚ pokaże – z pewnością miał nas zaprowadzić w ślepy zaułek i okraść. Zaproszenie na kawę i telefon wykonany do znajomego – znaki, że za chwilę zostaniemy sprzedani.
No i słynne mercedesy…” Nigdy nie wsiadajcie do mercedesa! To mafia!”
Trochę niewykonalne. W Albanii 90% aut to mercedesy właśnie. Albańczycy mogą mieć domy w ruinie, nie jeść, pracować non stop….ale mercedes (minimum!) musi być! To samochód świadczy o ich społecznym statusie.
Albańczycy są bardzo dumni ze swojego kraju, z tego kim są! Co więcej…każdy człowiek ma pochodzenie albańskie. W doszukiwaniu się korzeni są naprawdę dobrzy. Ty jesteś Albańczykiem, Jan Paweł II był Albańczykiem i Dalajlama też z pewnością jest.
Jest to kraj ogromnych przepaści. Tirana jest stolicą piękną i bogatą. Nowoczesne budynki, muzea (w tym najważniejsze – z mieczem i hełmem Skanderberga!), meczety, cerkwie, kościoły katolickie. Są bazary, centra handlowe, restauracje. Jest piramida! Wszystko jest!
Wystarczy wyjść na obrzeża by zobaczyć ludzi mieszkających w barakach, kończący się asfalt, brud i biedę. Są też piękne, dzikie krajobrazy. Jest pustka. Dziwny to kraj.
Co do ludzi – są naprawdę ok! Na stopa czeka się chwilkę. Zabierają szybko i chętnie, chcą ugościć, zaopiekować się. Nie ważne, że kierowcy zdarza się kilkukrotnie podczas drogi zatrzymać auto w przydrożnym barze i wypić olbrzymią banię rakiji. Ty też pijesz!
Albańczycy często zabierają do swoich domów. Szczególnie w pamięć zapadła mi wizyta u pewnego generała.
Mieszkał z żoną, mamą, teściową i trójką dzieci. Dom olbrzymi, niewykończony…. jeździł jaguarem. Oczywiście w każdej sprawie liczyło się tylko jego zdanie, ewentualnie syna – 5 letniego chłopca. Spędziliśmy z nim cały dzień słuchając dziwnych wojennych historii, bawiąc się z dziećmi. Wieczorem zaprosił nas na kolację. Wszystkie kobiety pracowały przy jej przygotowaniu. Wiele potraw, elegancko przygotowany stół…i 5 nakryć. Do stołu byli zaproszeni panowie i ja.. Starsze panie, żona i córki jadły na podłodze w pokoju obok. Czułam się strasznie! Chciałam do nich dołączyć, ale Generał mi nie pozwolił. Jak zarządzi – tak ma być. Tyle dobrego, że kobiety jadły to samo co my….
Jeśli nocowanie u rodzin Ci nie odpowiada, możesz wynająć apartament składający się z trzech pokoi, kuchni i łazienek (że bez światła i ciepłej wody…to nic) za 5 euro, możesz również wynająć nieco droższy hotel. My trafiliśmy w Tiranie do takiego, który prowadziła włoska rodzina. Recepcjonistka przy zameldowaniu kilkukrotnie zaznaczyła, że KONIECZNIE pokój musimy opuścić do godziny 10.00!!! Niby słyszałam, przyjęłam do wiadomości..ale kiedy rano moi towarzysze postanowili iść na bazar ja zostałam w pokoju. Byłam baaaardzo zmęczona, zziębnięta (byliśmy tam zimą!) i potrzebowałam więcej snu. Zaryzykowałam, myśląc że może uda mi się trochę przeciągnąć hotelową dobę… udało się! Pytanie czy było warto… Tuż po 10.00 w pokojach obok zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Dużo hałasu, krzyków, klapsów… wyjrzałam na korytarz a tam pod prysznic maszerują nadzy Panowie… nagich Pań też było trochę. Okazało się, że w ciągu dnia nasz hotelik zmieniał się w burdelik. Bardzo szybko się rozbudziłam, spakowałam i dogoniłam chłopców na bazarze.

Spotkaliśmy też pewnego uczelnianego wykładowcę, który zaproponował nam podwózkę, ale tylko kawałek! (spieszył się bardzo!) Następnie chciał złapać nam stopa do kolejnego miasta … po kilku nieudanych próbach zadzwonił na uczelnię, odwołał zajęcia, zadzwonił do żony – wymyślił kilka kłamstw i spędził z nami cały dzień. Zabrał nas do cudnych miasteczek, mimo protestów kupił nam obiad a na dalszą drogę wyposażył w worek gorących kasztanów.
Był też kierowca, który na tylnym siedzeniu miał rozłożony worek a na nim poukładane ogromne noże. Na pytanie – do czego mu to potrzebne? – usłyszeliśmy „ Jadę do żony. Jadę zarżnąć świnię.” Co zabrzmiało mocno dwuznacznie.
Było lekceważenie mnie w barach, kiedy wchodziłam sama. Obsługiwali tylko mężczyzn.
Był najsmaczniejszy burek na świecie!
Były bardzo szczegółowe kontrole na granicy…po to by ostatecznie przepuścić mnie z nieważnym paszportem bo „on Cię polubił” (tu pokazanie paluchem na jakiegoś celnika ukrytego w oddali i uśmiechającego się swoim szczerbatozłotym uśmiechem).
Nooooo….polubiłam ten kraj!

Zdjęcia można obejrzeć tutaj 🙂

1 Comment

  1. B says: Odpowiedz

    😀 To nie była teściowa tylko jego biologiczna matka. Jego żona miała przekichane, bo w rzeczywistości mieszkała z dwoma teściowymi.

Dodaj komentarz

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial